Co nam mówią najnowsze rankingi Girona FC w tym sezonie?
Wiesz co? Tabela nigdy nie kłamie. Obecne rankingi Girona FC to po prostu sportowy dramat. Siedzimy na 18. miejscu w lidze. To strefa spadkowa. Mamy za sobą 37 kolejek, a uciułaliśmy marne 40 punktów. 38 strzelonych goli i aż 54 stracone. Bilans bramkowy to bolesne -16. Ręce same opadają. Oglądam te mecze co weekend i widzę zespół, który gdzieś po drodze stracił swoją tożsamość. Gdzie jest ta dawna radość z gry? Gdzie te zabójcze kontry, które straszyły całą Hiszpanię?
Defensywa przecieka jak dziurawe wiadro. Paulo Gazzaniga dwoi się i troi w bramce. Skacze po rogach, wyciąga piłki z linii. Ale chłopak nie jest cudotwórcą. Środek obrony popełnia takie błędy, jakich nie uświadczysz na niedzielnym orliku. I tu jest ten haczyk. Gdy formacja ofensywna nie potrafi strzelić trzech goli na mecz, nagle te proste pomyłki z tyłu kosztują nas punkty. Dużo punktów.
Oto jak to działa w hiszpańskiej La Lidze. Przeciwnik czeka na twój jeden fałszywy ruch. Wystarczy strata w środku pola, szybkie podanie za plecy obrońców i mamy problem. Nasi rywale grają z nami bez respektu. Wiedzą, że jesteśmy zranieni. Widzieliśmy to choćby w starciach z zespołami z czołówki, gdzie oddawaliśmy pole gry praktycznie bez walki. To mogłoby dla ciebie zadziałać w grze wideo, że załatasz dziury w składzie kimkolwiek, ale na prawdziwych boiskach braki w jakości od razu rzucają się w oczy.
W poprzednich sezonach potrafiliśmy zdominować środek pola. Teraz biegamy za piłką, zamiast nią operować. Straciliśmy kontrolę nad tempem meczu. To widać gołym okiem. Zespół biega, stara się, ale często to takie bieganie bez sensu. Brakuje lidera, który by krzyknął na chłopaków, uspokoił grę.
Jak wyglądały rankingi Girona FC w ostatnich latach?
| Sezon | Rozgrywki | Miejsce | Zgromadzone punkty | Kluczowe wydarzenie |
| 2021/2022 | Segunda Division | 6. | 68 | Wygrane baraże o awans |
| 2022/2023 | La Liga | 10. | 49 | Bardzo solidny środek tabeli |
| 2023/2024 | La Liga | 3. | 81 | Historyczny awans i podium |
| 2024/2025 | La Liga | 16. | 41 | Kryzys formy po pucharach |
| 2025/2026 | La Liga | 18. (aktualnie) | 40 | Dramatyczna walka o byt |
I tu wszystko widać jak na dłoni. Sezon 23/24 to był absolutny kosmos. Prawdziwa anomalia. Nikt o zdrowych zmysłach nie stawiał, że wskoczymy na podium. A potem przyszła brutalna rzeczywistość. Zderzenie ze ścianą. Gra w europejskich pucharach wyciągnęła z chłopaków resztki sił. W poprzednim sezonie ledwo się utrzymaliśmy, zajmując bezpieczne, choć rozczarowujące 16. miejsce. Wierzyliśmy, że to tylko chwilowy kryzys. Oczekiwaliśmy mocnego powrotu, a mamy jeszcze głębszy regres.
Kluby takie jak nasz nie są po prostu gotowe na grę co trzy dni. Brakuje szerokiej kadry. Brakuje pieniędzy na wartościowych zmienników. Zauważyliście, jak często musieliśmy grać młodzieżowcami w kluczowych momentach? I to jest problem.
Gdzie podziała się tamta taktyczna magia Míchela?
Trener Míchel to nadal świetny fachowiec. O tym nikt w Gironie nie wątpi. Nie zapomniał z dnia na dzień, jak zarządzać zespołem. Ale rywale odrobili pracę domową. Kiedy wszyscy w lidze już znają twój styl gry od podszewki, musisz wymyślić coś nowego. W przeciwnym razie stajesz się czytelny. Inne drużyny nauczyły się grać z nami. Cofają się głęboko pod własne pole karne, oddają nam piłkę i spokojnie czekają na błąd. A my bezradnie klepiemy futbolówkę w środkowej strefie.
Pamiętacie te wchodzące skrzydła? Boczni obrońcy, którzy nagle stawali się napastnikami? To było piękne. Dziś to już melodia przeszłości. Brakuje nam dynamiki. Brakuje zabójczego instynktu pod bramką. Sprawdź to sam. Odpal powtórki z ostatnich paru kolejek. Ile razy nasi zawodnicy wrzucali piłkę na oślep w pole karne? Dziesiątki. I nic z tego nie wynikało. Kompletne zero konkretów. Same puste statystyki posiadania piłki, z których nikt w tej lidze nie przyznaje punktów.
Zaczęliśmy momentami grać długą piłką z pominięciem drugiej linii. To zupełnie nie w naszym DNA. My zawsze lubiliśmy prowadzić grę po ziemi. Wymieniać krótkie, szybkie podania. A teraz walimy długie wybijanki i liczymy na łut szczęścia z przodu. Szczerze? Strasznie się to ogląda. To nie jest ta drużyna, w której się zakochaliśmy.
Więc tak się stało, że straciliśmy nasz charakter. Próbujemy na siłę dostosować się do rywali, zamiast odważnie narzucać własny styl. A na tym poziomie rozgrywkowym brak wyrazistego charakteru oznacza powolną śmierć w tabeli.
Indywidualne rankingi Girona FC – kto zawodzi na boisku?
Piłka nożna to gra zespołowa, jasne. Ale zawsze ktoś musi wziąć na siebie ciężar, gdy nie idzie. Niestety, w tym sezonie indywidualne rankingi Girona FC wyglądają bardzo blado. Większość zawodników zagrała grubo poniżej swoich możliwości. To po prostu razi w oczy podczas każdego spotkania. Podzieliłem to na kilka kwestii.
Kto próbował ciągnąć wózek?
- Viktor Tsyhankov – Ukrainiec to wciąż gość z innej planety pod względem techniki. Ma świetną wizję gry. Nierzadko bywał jedynym jasnym punktem w naszej mizernej ofensywie. Ale w pojedynkę cudów nie zdziała.
- Yangel Herrera – Środek pola to jego królestwo. Walczy za dwóch, zostawia serce na murawie. Niestety jego agresywny styl to też sporo żółtych kartek, co przekłada się na głupie pauzy.
- Paulo Gazzaniga – Puszczone ponad 50 goli nie wygląda dobrze, ale bądźmy uczciwi. Wybronił nam mnóstwo sytuacji sam na sam. Gdyby nie jego parady, spadek mielibyśmy przyklepany już w marcu.
Kto rozczarował najbardziej?
- Daley Blind – Doświadczenie to jedno, ale braki szybkościowe Holendra były w tym roku obnażane w każdym meczu. Szybcy skrzydłowi mijałi go jak tyczkę na treningu.
- Linia pomocy w defensywie – Za wolne powroty po stracie. Gubienie krycia. To takie szkolne błędy, które nie przystoją zawodowym graczom.
- Zmiennicy – Zawodnicy wchodzący z ławki rzadko kiedy dawali tak zwaną zmianę jakościową. Po prostu wchodzili, żeby pobiegać.
| Zawodnik | Główna pozycja | Średnia nota fanów (1-10) | Co poszło nie tak? |
| V. Tsyhankov | Skrzydłowy | 6.8 | Brak solidnego wsparcia od kolegów |
| P. Gazzaniga | Bramkarz | 6.5 | Pozostawiony często sam sobie |
| B. Miovski | Środkowy napastnik | 4.6 | Zatrważający brak skuteczności |
| D. Blind | Środkowy obrońca | 4.2 | Drastyczny spadek dynamiki |
| O. Romeu | Środkowy pomocnik | 3.9 | Zbyt wolny powrót do obrony |
Analizując te indywidualne rankingi Girona FC, gołym okiem widać, że nasz piłkarski kręgosłup po prostu pękł. Brakuje jakości w newralgicznych strefach boiska. Pamiętacie czasy, gdy nasi chłopcy potrafili strzelić każdemu z każdej pozycji? Teraz modlimy się o jeden celny strzał w meczu domowym. Frustracja na trybunach rośnie z minuty na minutę. Zamiast oklasków słychać gwizdy.
![]()
Kac po Lidze Mistrzów a szara krajowa codzienność?
Często przegadujemy ten temat ze znajomymi w pubie przed meczem. Czy sukces nas zniszczył? Wiesz co, brzmi to absurdalnie, ale chyba tak. Ten pucharowy pocałunek śmierci dopadł już niejedną rewelację w Europie. Gra na dwa potężne fronty to nie jest zabawa dla klubów o naszych gabarytach i z naszym budżetem.
Kiedy grasz wyczerpujący bój we wtorek przeciwko gigantom z Anglii czy Niemiec, a w niedzielę musisz stawić czoła twardo grającej Osasunie, to brakuje pary w nogach. Mięśnie zawodników stają się jak z ołowiu. Brak świeżości zabija kreatywność. Zmęczenie materiału było już mocno odczuwalne pod koniec ubiegłego sezonu. Teraz to już czysta walka o fizyczne przetrwanie. Kontuzje sypały się w tym roku wręcz lawinowo. Jeden wypadał, drugi wracał i tak w kółko.
I tu jest problem budowania zespołu. Nie mamy kasy, żeby ściągnąć dwudziestu gotowych do gry gwiazdorów. Oparliśmy się na kilku filarach, a gdy te filary pękły ze zmęczenia, cała konstrukcja runęła. To może ci pomóc zrozumieć, dlaczego zjawisko tak zwanego „kaca pucharowego” jest tak powszechne u mniejszych ekip. Leicester City w Anglii przeżywało kiedyś coś podobnego. Szczyt, a potem brutalny upadek.
Czy zimowe transfery cokolwiek dały?
Mieliśmy nadzieję na jakieś przebudzenie w oknie transferowym. Zarząd próbował łatać luki. Przyszło kilku nowych chłopaków. Miała być świeża krew, nowa jakość w środku. Ale nowi zawodnicy totalnie nie udźwignęli ciężaru i presji walki o utrzymanie.
Wchodzenie do drużyny, która akurat ma potężny kryzys, to chyba najtrudniejsze zadanie dla piłkarza. Nie ma czasu na spokojną aklimatyzację. Wymaga się od ciebie, że wyjdziesz na murawę i od razu zrobisz różnicę. A chłopaki grali ostrożnie, woleli podać do tyłu, żeby tylko niczego nie zepsuć. Nikt nie chciał brać na siebie ryzyka. Graliśmy tak zwanego alibi-footballa. Podaj do najbliższego i z głowy. I dlatego to ma tak ogromne znaczenie dla aktualnej formy całego zespołu. Bez odwagi w La Lidze jesteś po prostu pożerany przez resztę stawki.
Rozmowy w szatni. Mity i fakty
Dużo się pisało w hiszpańskiej prasie o konfliktach w naszej szatni. Podobno po kilku bolesnych porażkach z rzędu na wyjeździe doszło do mocnej wymiany zdań. Szczerze? Zdziwiłbym się, gdyby do niej nie doszło. Kiedy przegrywasz mecz za meczem, frustracja musi w końcu znaleźć ujście. Emocje biorą górę. Z jednej strony to dobrze, pokazuje, że chłopakom zależy. Z drugiej – jeśli kłótnie niszczą tak zwany „team spirit”, to masz prostą drogę do katastrofy.
Míchel starał się to tonować. Na konferencjach prasowych brał winę na siebie. Chronił zawodników jak ojciec swoje dzieci. To wspaniała cecha szkoleniowca, ale w pewnym momencie sami piłkarze muszą uderzyć się w pierś i wziąć odpowiedzialność za to, co pokazują na zielonej murawie.
Okiem kibica: Co musi się stać, by liga tu została?
Jestem stałym bywalcem Montilivi. Kibicem na dobre i na złe. Więc z natury zawsze mam w sobie odrobinę naiwnej nadziei. Nawet jeśli zdrowy rozsądek i liczby krzyczą coś zupełnie innego. Została nam dosłownie jedna kolejka tego koszmarnego sezonu 25/26. Siedzimy na krawędzi. Margines błędu przestał istnieć kilka tygodni temu.
Co musi się wydarzyć w tym ostatnim starciu, żebyśmy nie spadli z ligi?
- Absolutne zero błędów w defensywie. Żadnych głupich fauli pod polem karnym, żadnych strat przy wyprowadzaniu piłki z własnej strefy.
- Zabójcza skuteczność. Jeśli wykreujemy sobie jedną jedyną dobrą okazję w meczu, piłka musi wylądować w sieci. Nie ma miejsca na kolejne strzały w trybuny z pięciu metrów.
- Sprzyjające wyniki innych spotkań. Niestety, nie wszystko zależy już tylko od nas. Musimy nerwowo zerkać na telefony i sprawdzać, jak grają nasi bezpośredni rywale w walce o utrzymanie.
Więc tak to obecnie wygląda. Horror z najgorszej półki. A co, jeśli nam się nie uda? Jeśli Segunda Division stanie się brutalnym faktem?
Scenariusze na wypadek najgorszego:
- Potężna wyprzedaż w szatni. Z zawodnikami takimi jak Tsyhankov będziemy musieli się pożegnać. Mają zbyt wysokie kontrakty na zaplecze ekstraklasy.
- Generalna przebudowa zespołu. Szansę dostaną w końcu głodni gry chłopcy z naszej akademii, co w dłuższej perspektywie może wyjść nam na dobre.
- Długie lata tułaczki. Segunda to niesamowicie wymagająca, bardzo fizyczna liga. Awansować stamtąd z powrotem do elity to zadanie dla twardzieli. Wystarczy spojrzeć na inne zasłużone kluby, które utknęły tam na dobre.
To mogłoby dla ciebie zadziałać jako kubeł przeraźliwie zimnej wody. Niektórzy fani twierdzą, że spadek oczyści atmosferę w klubie i pozwoli zbudować wszystko od nowa na zdrowych zasadach. Ale ja się z tym absolutnie nie zgadzam. O elitę trzeba walczyć do ostatniej kropli potu. Nikt normalny nie chce przecież oglądać meczów z drugoligowymi rzemieślnikami, gdy na wyciągnięcie ręki był Real Madryt czy inna Barcelona.
Klimat na trybunach. Czy fani mają już dość?
Nie ma co ukrywać, atmosfera na stadionie mocno siadła. Gdzie podziały się te euforyczne śpiewy z zeszłego sezonu? Wtedy śpiewaliśmy całe 90 minut, niezależnie od tego, co działo się na boisku. Dziś czuć ogromne napięcie. Ludzie na trybunach są zniecierpliwieni. Pojawiają się pierwsze gwizdy przy niecelnych zagraniach. Trudno zresztą dziwić się zwykłemu zjadaczowi chleba. Płacisz niemałe pieniądze za karnet, zarywasz weekendy na dojazdy, a dostajesz produkt, który ledwo da się oglądać.
Rozumiem, że klub ma swoje ograniczenia. Rozumiem, że rywale są bogatsi. Ale braku zaangażowania nigdy nie wybaczę. Zawodnicy z herbem Girony na piersi muszą po prostu gryźć trawę w każdym spotkaniu. Tego od nich bezwzględnie oczekujemy. Zawsze będziemy wspierać ten klub, bez względu na to, jak wyglądają aktualne rankingi Girona FC w oficjalnych zestawieniach. Jesteśmy jedną, specyficzną społecznością.
Podsumowując to wszystko, powiem tylko tyle: trzymajmy kciuki. Zdzierajmy gardła do samego końca. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. A na gruntowne rozliczenia i poszukiwanie winnych przyjdzie czas latem, kiedy kurz już opadnie. Ktoś na pewno będzie musiał za tę katastrofę zapłacić głową.
![]()
FAQ
Na którym miejscu skończy sezon Girona w 2026 roku?
Przed ostatnią kolejką drużyna znajduje się na 18. miejscu w strefie spadkowej. Wszystko rozstrzygnie się w finałowym meczu pod koniec maja.
Czy trener Míchel straci pracę po sezonie?
Jeśli zespół pożegna się z La Ligą, zwolnienie jest niestety bardzo prawdopodobne. Na razie zarząd stara się nie podejmować nerwowych ruchów przed końcem rozgrywek.
Jak grają najlepsi zawodnicy Girony?
Prawie cały skład notuje gigantyczny spadek formy. Nieco lepiej na tle kolegów wypada Viktor Tsyhankov, ale w pojedynkę nie odmieni losów całej drużyny.
Ile bramek straciła nasza drużyna?
W dotychczasowych 37 meczach ligowych straciliśmy aż 54 gole. Dziurawa defensywa to zdecydowanie największy powód obecnych problemów.
Dlaczego po sukcesie przyszedł tak potężny kryzys?
Kluczowe okazało się zmęczenie walką na kilku frontach w europejskich pucharach oraz brak na tyle szerokiej kadry, by utrzymać odpowiednią intensywność meczową.
Czy główni gracze opuszczą zespół w razie spadku?
Tak, to raczej nieuniknione z powodów finansowych. Klub nie udźwignie wysokich kontraktów w realiach drugiej ligi hiszpańskiej i będzie musiał szukać oszczędności.
Co z transferami w przyszłym sezonie?
Zarząd zapowiadał spore zmiany bez względu na ostateczny wynik. Czeka nas spora rewolucja kadrowa i bardzo prawdopodobne postawienie na młodzież z klubowej akademii.